Zawaliłam...

...i wszystkich za to przepraszam, każdego z osobna. Nie mam słów, którymi mogłabym tłumaczyć, jak mi głupio, zresztą nie uważam bloga z opkiem za najlepsze miejsce do tłumaczenia, co było ze mną nie tak i dlaczego. W ogromnym skrócie: miałam wstręt do kanonu Rowling. Bardzo długi, z powodu samej Rowling, która chrzani głupotę po głupocie i chwilami niszczy mój sentyment. Potem miałam własne problemy i maturę na głowie. Ostatnio znów cierpiałam na wstręt do HP z powodu nieszczęsnego "Cursed Child", które zamierzam pomijać milczeniem do końca swoich dni.
Piszę to w tym momencie, bo... Bo otworzyłam folder z fanfikami "na poważnie" (ha, jak to brzmi), przejrzałam plany i zrozumiałam, że nadal kocham te historie. I że chcę je napisać, chcę wrócić do tego, co robiłam kiedyś tutaj. Powiem szczerze, blogspot zawsze będzie mi bliższy niż wattpad. I mam nadzieję, że gdy wrócę z tymi historiami (a wrócę) na pewno, znajdzie się ktoś, kto będzie to czytać. Jeśli moje nadzieje nie są złudne, to prosiłabym takie osoby o zostawienie po sobie jakiegoś śladu.
 Mam mnóstwo czasu. I mam ogromne nadzieje, że będę umiała ruszyć dupę i go dobrze wykorzystać. Bez pisania dla kogoś, kogo moje historie interesują, jestem trochę pusta w środku, jakkolwiek dramatycznie to brzmi. Jestem obecna na wattpadzie (gdzie na razie nie startowałam z niczym bardziej ambitnym niż quasi romantyczna komedia absurdalna, w której Hogwart to jest czystym przypadkiem), ale tam nigdy nie spotykałam się z tak miłym odbiorem. Z tyloma komentarzami, które chce się czytać.
Tak więc, mam nadzieję, do zobaczenia...?
A jeśli ktoś mnie szuka, to chwilowo jestem tylko tu.

Obserwatorzy